Szkielet w szafie? Czego nauczyliśmy się po kryzysie gazowym ze stycznia 2009
Tak zwana II (duża) wojna gazowa pomiędzy Ukrainą i Rosją spowodowała do znacznych braków w dostawach gazu w Europie Południowej. Wegry, Bułgaria, częściowo Austria, ale także dalsze Bałkany odczuły na własnej skórze, co to znaczy, że nie ma gazu w rurze. Wojnie gazowej towarzyszyła wojna informacyjna – kto jest winien, czy Ukraina, która nie płąci i kradnie, czy Rosja, która z niewiadomo jakich powodów, w sposób nieusprawiedliwiony zamyka kurki. Wojna się skończyła. Racje okazały się podzielone.
Jednak to nie racje były ważne ale wnioski, i to przekładające się na gigantyczne inwestycje. Projekty Nord Stream i South Stream nabrały nowego dynamizmu. Pani Merkel nie wnikała w niuanse ale stwierdziła, że nowa rura po dnie Bałtyku jest potrzebna, bo kraje tranzytowe zawsze mogą coś wykombinować, albo ewentualnie Rosja razem z nimi. Ruszyła cicha ale skuteczna ofensywa dyplomatyczna i w listopadzie 2009 już wszyscy którzy mieli się zgodzić na nową rurę, zgodzili się. Opłacało się! Podobnie na południu – Unia odpowiedziała na problem wręcz odrodzeniem projektu Nabucco, który ma transportować gaz z Azji Centralnej i Półwyspu Arabskiego do Europy. Odpowiedzią na to stało się przyspieszenie prac nad projektem South Stream, który po ostatnich uzgodnieniach będzie biegł z Rosji po wodach terytorialnych Turcji do Bułgarii, a dalej przez Bałkany aż do Włoch. I tu opiekę nad projektem roztoczył premier Włoch Silvio Berlusconi. Efekt jest taki, że Nabucco powoli rusza, a Southy Stream buduje się pełną parą. A kiedy ruszy, to nie wiadomo, czy będzie potrzeba budowania jeszcze Nabucco. Wniosek – liczy się skuteczność, zwłaszcza o rynki zbytu, w tym przypadku gazu. Rosja już zagwarantowała sobie dominującą pozycję na rynku Europy. Co zatem robić z tym co stało się po styczniu na froncie wojny gazowej? Jakie wnioski trzeba z tego wyciągną?
Dyskutowali o tym na Forum Energetycznym Keith Smith, USA, Andrej Konoplianik, Rosja, Aleksandr Czalyj, Ukraina, Peter Poptczev – Bułgaria, Marko Michelson - Estonia, Sandor Bogomoly, Węgry.
Wedle Keith Smith’a – sytuacja na rynku gazowym nie jest przejrzysta, ponieważ zbyt wielu pośredników gra według niezbyt jasnych reguł. Dostawy gazy przez Ukrainę budzą ciągle wątpliwości. Musimy postawić sobie pytanie, dlaczego Ukraina ma być ciągle miejscem debaty o tranzycie gazu. Państwa europejskie ciągle unikają jasnego postawienia kwestii. Odpowiedzią na niepewną sytuację w dostawach gazu jest rozbudowa systemu tranzytu gazu. Budowane są nowe gazociągi, jednak nie wyeliminują Ukrainy jako głównego węzła tranzytu gazu z Rosji do Europy. South Stream może dostaczać ok. 60 mld me gazu, jeśli ruszy w ciągu kilku lat, North Stream – ok. 30 mld m3. Nabucco może transportować dodatkowo 30-40 mld m3. Przez Ukrainę do Europy płynie rocznie ok. 120-130 mld m3. Rozbudowa systemu gazociągów łączy się nieodzownie z gigantycznymi nakładami. Wiele europejskich projektów jest i będzie opłacanych przez konsumentów europejskich. To konsumenci płacą bezpośrednią cenę za politykę i dla tego jest to sprawa istotna ale bezpieczeństwo kosztuje.
Peter Poptczew uważa, że po kryzysie musimy budować nowe połączenia. Potrzebne są interkonektory. Jest to budowanie systemu zmniejszającego ryzyka kryzysu energetycznego. Kryzys wynikł w czasie kiedy nie istniał rynek między-krajowy, regionalny. Poszczególne kraje nie są ze sobą połaczone i nie mogą sobie pomagać. Bułgaria dla budowy interkonektorów potrzebuje środków finansowych, które powinny również włączać środki europejskie. Jednak jak na razie takich środków nie ma. Rosja i Ukraina nie powinny zatrzymywać tranzytu gazu w trakcie rozgrywania sporów pomiędzy Rosją i Ukrainą.
Bardzo ciekawe światło na problem rzucił Oleksandr Czałyj, dyplomata ukraiński, który uczestniczył przez wiele lat w negocjacjach gazowych z Rosją. Wedle niego, punktem wyjścia dla rozwiązywania sporów pomiędzy Ukrainą i Rosją powinna być prawo europejskie. Musimy zastanowić się, co trzeba zrobić aby uniknąć możliwy przyszły kryzys.
Kryzys 2009 roku był możliwy, ponieważ zadziałały 3 elementy
1. braki w regulacji prawnych w kwestiach spornych
2., braki w międzynarodowych regulacjach dotyczących tranzytu
3. polityka Rosji
Potrzebne jest zatem zwiększenie wagi układów i roli prawa oraz lepsze rozumienie mechanizmów technicznych tranzytu. Kwestia tranzytu musi przejść ze sfery polityki do sfery czystego biznesu. Tranzyt to usługa, która ktoś komuś zleca, za którą płaci. Nie może ona służyć jako narzędzie dla szantażu, jak to zrobiła Rosja.
Reformy wymaga również polityka Unii. Unia zareagowała dopiero wtedy, kiedy zatrzymał się tranzyt. Co robimy teraz – mamy oddzielne kontrakty na tranzyt i na zakup gazu.
Musimy zwiększyć wpływ dyplomacji prewentywnej – jest bardzo ważna zarówno w relacjach ukraińsko-rosyjskich jak i w relacjach obu krajów z Europą.
Teraz o tranzycie gazu przez Ukrainą powinny decydować zobowiązania kontraktowe a nie polityka a w kwestach spornych – decyzje trybunału arbitrażowego.
Dzis Ukraina ma wystarczająco dużo gazu w magazynach aby zaspokoić własne potrzeby i aby zagwarantować ciągłość tranzytu. Nie do przyjęcia są deklaracje, że tranzyt gazu do Europy zależy od sytuacji politycznej na Ukrainie, ani deklaracje czołowego polityka rosyjskiego, że należy liczyć się z problemami z tranzytem, ponieważ Ukraina nie może płacić za gaz (Putin w Sztokholmie) czy że w przypadku stwierdzenia podbierania gazu przez Ukrainę, tranzyt zostanie wstrzymany (Putin w Wiedniu). Problemy z płatnościami, jeśli się pojawią (jak na razie Ukraina spłaca dokładnie zobowiązania za zużyty gaz) czy z podbieraniem gazu (a nie ma podstaw by sądzić że Ukraina będzie podbierać gaz bo nie może zużyć tego, który zakontraktowała) nie mogą nijak wpływać na możliwość zatrzymania tranzytu przez Ukrainę. Tranzyt i wewnętrzne spożycie gazu przez Ukrainę, to dwie zupełnie różne sprawy. Jednak jak widać, ktoś może chcieć użyć ich jako pretekstu. Ale Europa musi wreszcie wytłumaczyć Rosji, że szantaż gazowy szkodzi przede wszystkim stosunkom rosyjsko-europejskim.
Marko Michelson, parlamentarzysta z Estonii dzielil sie refleksjami w oparciu o doswiadczenia swego kraju.
My mówimy o problemach energetycznych od 2009, ale one istnieją od dawna. Musimy być uważni na geopolitykę i relacje międzynarodowe. Rosja jest aktywna w Azji, w Chinach. Unia również stara się być tam obecna chociaż a innej formie. Jeśli popatrzymy na to co dzieje się rzeczywiście w budowie interkonektorów i rozbudowy systemów, to nie jest to zbyt wiele. Problem połączeń między krajami jednak nie pojawił się teraz. Już w 2006 roku mieliśmy do czynienia z przerwaniem dostaw ropy z Rosji przez Białoruś.
Obecnie w negocjacjach Unia – Rosja – pojawia się kwestia gwarancji dostaw i gwarancji tranzytu.
W relacjach energetycznych w Europie ważną rolę musi odgrywać nie tylko czynnik polityczny ale także przejrzystość pośredników oraz wzajemnych zobowiązań pomiędzy firmami handlującymi gazem.
Podsumujmy:
Jakie są propozycje wyjścia z możliwych kryzysów
- zwiększenie roli umów międzynarodowych i roli prawa w rozwiązywaniu.
- jasna polityka europejska wobec Rosji
- bardziej elastyczne dopasowanie umów międzynarodowych do stanu i potrzeb rynku
- konieczna jest budowa nowych systemów tranzytu gazu które mogą pracować we wszystkich kierunkach, tak aby ten system mógł być jednocześnie systemem interkonektorów (gazociągi z możliwością przesyłu gazu w kierunku przeciwnym)
- Konieczna jest budowa systemów połączeń pomiedzy krajami. Uczyni to system europejski mniej podatnym na naciski jednostronne.
Jak na razie nie można być pewnym, czy jakis szkielet nie wypadnie nam z szafy. Troche wiecej wiemy skad on się w szafie wziął i kto go tam trzyma. Chyba jeszcze zbyt malo zrobiliśmy, aby kiedy wypadnie, włożyć go do trumny i pochowac. Tutaj bardziej od formul magicznych potrzebne sa nowe rury, na przykład z Polski do Czech i Słowacji albo na Litwe i bardzo wiele podbnych. Zatem, nie zaklinanie rzeczywistosci ale rury...


